Zakładam, że większość rodziców jest zgodna co do odpowiedzi na pierwszą część pytania. TAK warto. Natomiast druga część będzie rodzić wiele dyskusji. Część rodziców będzie zdania, że warto wymagać wszystkiego, inni powiedzą – to zależy, a jeszcze inni uważają, że mały uczeń wymaga dużego wsparcia. Generalnie ilu rodziców, tyle różnych opinii. Osobiście jestem zdania, że już od pierwszej klasy warto uczyć dzieci odpowiedzialności, umożliwiając im samodzielne podejmowanie decyzji.
Co to znaczy w praktyce?
Zacznijmy od jednej z podstawowych czynności – jaką jest pakowanie się do szkoły. Tak długo jak rodzice będą tę czynność nadzorować lub też wykonywać za dziecko, tak długo dziecko nie weźmie za to odpowiedzialności. Za każdym razem jak zadajemy pytanie – czy spakowałeś się do szkoły – czy też – pamiętałeś zabrać strój na gimanstykę – zwalniamy dziecko z konieczności pamiętania, jak właściwie należy się przygotować do szkoły. Część rodziców, powie – fajnie to brzmi, ale gdybym nie przypominał o pakowaniu, to połowa rzeczy byłaby nie włożona do plecaka i dziecko mogłoby dostawać uwagi. No i? Co z tego, że maluch raz czy drugi czegoś zapomni? Co najwyżej dostanie uwagę, albo nie będzie miało na czym pracować, albo będzie musiało w domu przepisywać notatki do zeszytu. To właśnie takie doświadczenia jak – błędy, wpadki, pomyłki czy porażki – uczą nas najbardziej, najszybciej i najskuteczniej. Jeśli dziecko zacznie doświadczać konsekwencji swoich decyzji, to wcześniej czy później nauczy się planować i zapobiegać. Jest szansa, że młody uczeń odkryje, iż najlepiej jest pakować się wieczorem z planem lekcji, bo rano często jesteśmy jeszcze śpiący. A może uzna, że warto kłaść się wcześniej, bo potrzebuję dodatkowych 5 minut by się spakować. Strategii może być kilka, ważne by pozwolić dziecku na wdrażanie swoich pomysłów.
Jako, że prowadzę treningi umiejętności rodzicielskich, to wielokrotnie mam okazję rozmawiać z rodzicami na tematy szkolne i przedszkolne. Obserwuję, że ostatnich latach rodzice bardziej wyręczają swoje dzieci niż kiedyś. Na jednym z warsztatów, mama 6-latki opowiadała jak pakuje swoją córkę do przedszkola, na basen i na angielski. Zapytała mnie, od kiedy należy wdrażać samodzielne pakowanie. Powiedziałam – już! Ale jak to – usłyszałam – ja myślałam, że powiesz od 9 lat, no może 8. Dodam, że ta mama jest niezwykle troskliwa. Zaproponowałam jej by pozwoliła córce samodzielnie spakować się na basen oraz by to się stało jej obowiązkiem. To co może robić, to dzień wcześniej dwukrotnie przypomnieć o basenie. Na następnych warsztatach mama opowiedziała co się wydarzyło. Na początku zakontraktowała z małą, że chce by od tego tygodnia samodzielnie pakowała się na basen. Jej córka z radością przyjęła propozycję. Wieczorem, dzień przed, mama przypomniała córce o basenie. Rano przed wyjściem do przedszkola spytała, czy jest spakowana. Mimo, że usłyszała odpowiedź – tak – zastanawiała się – czy są spakowany czepek, klapki, ręcznik, kostium. Całą drogę do przedszkola nad tym rozmyślała. Jak córka weszła do sali, przez chwilę chciała zajrzeć do plecaka i sprawdzić. Powstrzymała się. Pojechała do domu i nadal myślała. Postanowiła spakować awaryjny plecak, co też uczyniła. Wychodzą z domu zabrała placek, wsiadła do samochodu, ruszyła do przedszkola. Zanim wyjechała z garażu, postanowiła zmienić zdanie. Cofnęła się do domu, zostawiła plecak. Do przedszkola pojechała nieprzygotowana. Jak czekała na córkę w szatni ponownie miała ochotę zajrzeć do plecaka i sprawdzić. Pomyślała – jest jeszcze czas wrócić do domu. Powstrzymała się. W końcu dotarły na basen. W szatni okazało się, że córka była kompletnie spakowana. Jedyna rzecz, która zaskoczyła mamę to kostium, który był strojem baletnicy z tiulową spódnicą. Pomyślała sobie – ok, niech w tym pływa. Po basenie zapytała – jak się pływało w tym kostiumie? Usłyszała – fajnie. Pamiętała z warsztatów, że co by się nie wydarzyło, nie wolno dziecka krytykować, pouczać, mówić – a nie mówiłam. Na kolejnych warsztatach dodała, że za drugim razem córka spakowała już normalny kostium.
Ta historia pokazuje, że to częściej rodzice nie są gotowi oddać kontroli dziecku. Ta mama cały dzień rozmyślała jak jej córka spakowała się na basen. Było to dla niej niezwykłe doświadczenie, które pokazało nad czym ona, jako rodzic, musi popracować.
Na warsztatach rodzicielskich, na których pracuję w oparciu o Pozytywną Dyscyplinę, często powtarzam rodzicom – pozwólcie dzieciom doświadczać, pozwólcie im popełniać błędy, bo błędy to wspaniała okazja do nauki.
A co z nauką?
Nie będę odkrywcza i napiszę dokładnie to samo – pozwólcie dzieciom doświadczać konsekwencji swoich decyzji. Myślę, że wielu rodziców pomyśli – bez przesady, pakowanie to jedno, ale nauka to już poważna sprawa i nie wyobrażam sobie nie sprawdzać lekcji, nie kontrolować ocen. Inni powiedzą – moje dziecko jeszcze nie jest wystarczająco samodzielne, ja muszę mu pomóc. A jeszcze inni uznają, że to oznaczałoby brak zaangażowania i troski z ich strony. Na początku warto sobie zadać pytanie – dla kogo uczy się moje dziecko? Czy dziecko uczy się dla dobrego samopoczucia taty? A może dziecko uczy się i zdobywa dobre oceny dla mamy, by mogła o tym opowiadać przy rodzinnym obiedzie? Czy może jednak uczy się dla siebie? Jeśli uważacie, że dziecko uczy się dla siebie – to mu to okażcie dając wsparcie. Jak myślicie co czuje dziecko, które wracając do domu, przekraczając próg, od drzwi słyszy – odrobiłeś lekcje na świetlicy, co było dziś zadane, pokaż zeszyt, co mówiła pani, jaką ocenę (naklejkę) dostałeś. Dziecko od samego początku powinno być uczone, że nauka to jest jego odpowiedzialność, to jest jego sprawa czy i jak odrabia lekcje, czy i jak się przygotowuje do lekcji i sprawdzianów, że oceny są pewną informacją zwrotną na temat jego wiedzy. Równie ważne przy tym wszystkim jest danie wsparcia oraz potwierdzenie dziecku swojej gotowości pomocy, jeśli będzie tylko taka potrzeba.
Jestem mamą 3 dzieci, w wieku szkolnym – 9, 12 i 14. Każde dziecko jest inne, każde ma inne talenty i zdolności, w mojej ocenie uczą się dobrze. Są przedmioty, z których mają świetne oceny i przedmioty, gdzie średnia to 3. Od samego początku były wdrażane do samodzielności.
Na początku czwartej klasy, moja środkowa córka, powiedziała mi, że przyroda jest trudna i chyba nie będzie mieć dobrych ocen. Spytałam ją czy czegoś ode mnie potrzebuje. Usłyszałam – nic, tak tylko Ci mówię. Parę dni później, położyła mi kartkę na stole i mówi – mamo, podpisz to proszę. To była zgoda na udział w zajęciach wyrównawczych z przyrody. Pomyślałam sobie wtedy – jaka ona jest samodzielna i odpowiedzialna. Zdiagnozowała swoją słabą stronę, znalazła rozwiązanie i je wdrożyła. Podobnych sytuacji jest więcej, za każdym razem coraz bardziej wzmacnia swoje poczucie sprawstwa, poczucie swojej mocy i wpływu. Oczywiście są też momenty, kiedy moje dzieci proszą mnie o pomoc i wtedy pomagam. To co ważne, pomagam na wyraźną prośbę naszych dzieci, nie wyrywamy się jak ratownik. Czekam.
Czasem, jak coś mnie niepokoi to pytam, mówię o swoich obawach i sprawdzam czy dziecko nie potrzebuje wsparcia. Był taki moment, kiedy zrezygnowaliśmy z prywatnej szkoły na rzecz państwowej. Mój syn był przyzwyczajony, że cały materiał jest przerabiany na lekcjach i to mu wystarczało, bo świetną pamięć słuchową. Tak więc w pierwszym roku po zmianie, oceny spadły. Mój syn zaczął uczył się uczyć. Pod koniec pierwszego semestru złapał kilka jedynek z jednego przedmiotu. Istniało ryzyko oceny niedostatecznej. Zapytałam go czy jest świadomy sytuacji. Powiedziałam, że jestem zaniepokojona. Chwilę rozmawialiśmy i na koniec zapytałam go czy nie potrzebuje mojego wsparcia. Odpowiedział, że ma plan naprawczy. A ponieważ nadal miałam wątpliwość poprosiłam go by o nim opowiedział. To co usłyszałam względnie mnie uspokoiło i postanowiłam zaufać synowi. Syn wdrożył co zaplanował i ostatecznie uzyskał semestralną oceną 3. Odetchnęłam z ulgą i pomyślałam, że naprawdę warto uczyć dzieci odpowiedzialności i odpuszczać kontrolę.
Okres wczesnoszkolny, czyli klasy I-III, jest idealnym momentem na wdrażanie dzieci do samodzielności. Tutaj nie ma ryzyka braku promocji do następnej klasy. Ja przynajmniej nie słyszałam o takim przypadku. Czym wcześniej zaczniemy uczyć dzieci samodzielności tym będą bardziej zaradne w życiu dorosłym. Znacznie trudniej zacząć uczyć tych kompetencji później, kiedy dziecko jest w 4 czy 6 klasie.
Zatem moja kolejna rekomendacja jest dokładnie taka sama jak pierwsza – pozwólmy dzieciom doświadczać, pozwólmy im popełniać błędy, bo błędy to wspaniała okazja do nauki. A co z innymi obowiązkami szkolnymi? Dokładnie tak samo.
Agnieszka Białecka-Rutkowska
Właściciel Niepublicznych Przedszkoli Akademia Maluchów w Warszawie, trener i edukator Pozytywnej Dyscypliny, praktyk Analizy Transakcyjnej, trener kompetencji miękkich, master i praktyk NLP.
